„Zimowe tragedie na Babiej Górze. Andrychowianie nie doszli”

Babia Góra to najwyższy masyw górski w Polsce, tuż po skalnych basztach Tatr. Znana jest z pięknych widoków i kapryśnej pogody – zarówno w lecie, jak i zimą. Nie nadaremno zyskała sobie niezbyt pochlebną nazwę – Matka Niepogód. Nadszedł czas i na zimowe zdobycie Królowej Zachodnich Beskidów.

Pierwszego – udokumentowanego – narciarskiego wyjścia na Babią Górę dokonała grupa sześciu niemieckich turystów. Pochodzili z Górnego Śląska i wszyscy byli członkami Beskidenverein’u. Ich wyprawa odbyła się w dniach 5-7 stycznia 1906 r . Trasa wiodła z Jeleśni do Przyborowa i
na Przełęcz Jałowiecką (1017 m). Następnie narciarze wyszli na Cyl (1517 m) i zjechali na Przełęcz Bronę (1420 m). Tego dnia warunki atmosferyczne na grzbiecie Babiej Góry były fatalne (mgła, zadymka i lodowaty wiatr). Narciarze zaczęli forsować podejście na Diablak (1725 m), na którym byli już w zupełnej ciemności. Zaczęli zjeżdżać południowym zboczem masywu w poszukiwaniu niemieckiego schroniska zbudowanego rok wcześniej.

Niestety, rozminęli się ze zbawczym budynkiem. Zdeterminowani narciarze powrócili więc – raz jeszcze – na grań i przy użyciu kompasu, pośród nocnego huraganu – cudem wręcz – natrafili na schronisko, które uratowało im życie. Tam czekał na szczęśliwych narciarzy gospodarz z żoną, którzy zostali wcześniej powiadomieni o niezwykłej eskapadzie niemieckich narciarzy.

Następnego dnia śmiałkowie zjechali do Półgóry, skąd powrócili do Jeleśni – punktu wyjścia swojej niecodziennej marszruty zimowej.

Niedługo później i polscy narciarze zdobyli szczyt Babiej Góry. Wyprawa miała miejsce w dniach l i 2 lutego 1908 r. W jej skład wchodziło czterech narciarzy : Walery Goetel, Ferdynand Goetel, Władysław Pawlica oraz Jan Nowak.

Wycieczka rozpoczęła się wieczorem 31 stycznia w Krakowie, skąd jej uczestnicy wyjechali wieczornym pociągiem do Makowa Podhalańskiego. Gdy wysiedli z pociągu, na dworcu napotkali na dwójkę turystów wybierających się również na Babią Górę, ale na … karplach, które przymocowane do butów nieźle służą do chodzenia po głębokim śniegu. Byli to studenci UJ : Wacław Majewski i Władysław Kuryluk.

Powiększony skład osobowy powędrował do Zawoi, gdzie turyści wypoczywali kilka godzin. Następnie dotarli do polskiego schroniska na Markowych Szczawinach i tam zanocowali.

Dzień później wyszli na Przełęcz Bronę (1420 m), powitał ich huraganowy wiatr, „kalafiory śnieżne” i szreń, które są wrogami narciarzy . Po kilku godzinach uporczywej wędrówki osiągnęli wreszcie kulminację Diablaka z wielką wieżą triangulacyjną, oblepioną śniegiem i lodem, niczym olbrzymi chochoł.

Pierwsze polskie wyjście narciarskie na Babią Górę stało się faktem. Na szczycie grupa rozdzieliła się. „Karplarze” rozpoczęli mozolną wędrówkę do Półgóry, a narciarze zjechali do Lipnicy Wielkiej.

Nie wszystkie zimowe spotkania z Babią Górą skończyły się szczęśliwie. Góra zaczęła pochłaniać swoje ofiary . W zimie 1918/1919 zamarzł pod samym szczytem Babiej Góry Jakub Sobenko. Był żołnierzem annii austro-węgierskiej i wracał ze szpitala we Włoszech. Wybrał krótszą, ale jakże niebezpieczną trasę powrotu do rodzinnego Lwowa – przez Babią Górę. Pochowano go w miejscu zgonu.

Beskidzka góra pokazała swe groźne oblicze zimą 1935 r. Tragedia, jaka wówczas wydarzyła się na Babiej Górze, wstrząsnęła nie tylko polską opinią publiczną, ale całą turystyczną Europą.

Podczas narciarskiego rajdu wiodącego szlakami Beskidów, śmierć poniosła cała ekipa reprezentująca Klub Sportowy „Beskid” – Andrychów. Wybrali jedną z tras Gwiaździstego Rajdu Narciarskiego Krakowskiej Organizacji YMCA, która prowadziła z Węgierskiej Górki przez Pilsko i Babią Górę do Rabki.

Dwóch narciarzy i dwie narciarki z Andrychowa (Kazimierz Fryś, Janina Fryś i Władysław Olejczyk) i z Wadowic (Helena Banachowska) wyruszyło forsownym marszem z Pilska przez Cyl, Kościółki i usiłowało – wędrując na nartach, przy wzmagającej się wichurze, nocą, przy topniejących siłach – dotrzeć do schroniska BV pod Diablakiem. Byli już skrajnie wyczerpani i zaczęli popełniać niewybaczalne błędy.

Zdjęli narty i rozdzielili się. Zamarzali kolejno w promieniu kilkuset metrów od schroniska.

Działo się to nocą 14/15 lutego 1935 r. Kilka dni po katastrofie trójkę zamarzniętych narciarzy odnalazł Władysław Midowicz, gospodarz dolnego schroniska na Markowych Szczawinach. Naprędce sklecona ekipa ratownicza zwiozła ofiary przez Bronę i Markowe Szczawiny do karetek pogotowia z Wadowic, czekających u początku Pośredniego Boru. Przez okres lutego i marca intensywnie poszukiwano ciała kierownika zespołu – Kazimierza Frysia. Wyznaczono nawet nagrodę pieniężną za odnalezienie zwłok Jednak dopiero pod koniec maja polscy przemytnicy natknęli się na poszukiwanego u podnóża góry, w pobliżu gajowni na Lniarce. Położenie zwłok wskazywało, iż do końca walczył o życie. Być może zmarł dręczony okrutną myślą o los swoich towarzyszy wyprawy , z którymi stracił kontakt.

Kolejną ofiarę Babia Góra zabrała 14 kwietnia 1951 r. Był to znany działacz turystyczny i wytrawny narciarz – 34-letni prawnik Aleksander Starzeński z Suchej Beskidzkiej. Feralnego dnia wybrał się na wyprawę narciarską z Markowych Szczawin na Diablak. Przez roztargnienie zostawił w schronisku swój dowód osobisty. W tych latach obowiązywały surowe przepisy graniczne. Został wylegitymowany przez patrol WOP-u na szczycie Babiej i sprowadzony na Orawę do Przywarówki.

Po wyjaśnieniu incydentu powziął brzemienną w skutkach decyzję późnego powrotu do Markowych Szczawin przez Diablak.

Niestety, huraganowy wiatr, zadymka śnieżna i wyczerpanie fizyczne pokonało narciarza. Zamarzł na szczycie, a jego ciało odnaleziono dopiero po trzech dniach.

Wypadkiem śmiertelnym zakończyła się zimowa piesza wycieczka studentów ze Śląska. Wybrali się w masyw Babiej Góry 11 listopada 1979 r.

Wybierając się zimą w masyw Babiej Góry trzeba pamiętać o jeszcze jednym zagrożeniu – bardzo mało znanym – o którym niewiele się mówi, a jest całkiem realne. Są to lawiny. Skąpe zapiski podają, iż duża lawina na północnych stokach Babiej Góry zsunęła się w 1922 r. Następna – znana – miała miejsce w 1977 r. w Piarżystym Żlebie na Perci Akademików. Lawina porwała trzech narciarzy z pięcioosobowej grupy. Na szczęście zostali uratowani.

W 1987 r. lawina porwała narciarzy trawersujących północny stok Kościółków. Zostali porwani na dno Kamiennej Dolinki. Odnieśli różne kontuzje, ale nikt nie zginął.

Babia Góra czeka na doświadczonych turystów i narciarzy , którzy odważą się na zimowe zdobycie Królowej Beskidów. Trzeba jednak pamiętać, że niedoświadczeni i lekkomyślni turyści mogą zapłacić cenę najwyższą za próbę jej podboju.

źr andrychow.pl

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii GOPR Beskidy i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s