Dwa tygodnie bez znaku życia

Mało kto wierzył, że trwając ponad tydzień poszukiwania zaginionego w górach młodego mężczyzny mogą mieć szczęśliwy finał. Nie pomagała praca ponad dwustu ratowników, policjantów i strażaków, korzystających z nowoczesnego sprzętu, a nawet śmigłowca. Mnożyły się czarne scenariusze. Tymczasem zaginionego w Lipowej rozpoznał nad zaporą w Wapienicy bielski policjant. Okazało się, że ów desperat po prostu wędrował po górach, korzystając z pomocy przypadkowych osób.

W ostatnich miesiącach furorę robi powiedzenie „A może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady”. Nie wiadomo, czy 24-letni mieszkaniec Rybnika zamarzył, by odciąć się od szarej rzeczywistości, czy ujawniły się jakieś problemy natury psychicznej. Jednak popularne powiedzenie co do joty wcielił w życie, tylko Bieszczady zamienił na Beskidy.

Komunikaty z 10 listopada były dramatyczne. Oto w rejonie Doliny Zimnika w Beskidzie Żywieckim (gmina Lipowa) leśniczy powiadomił o znalezieniu w lesie porzuconego roweru i plecaka z rzeczami osobistymi i dokumentami rybniczanina. Jak poinformowała rodzina, mężczyzna często wybierał się na dalekie jednodniowe wycieczki na swoim rowerze. Tym razem jednak nie miała z nim żadnego kontaktu. W kopalni, gdzie pracuje jako górnik, ostatnio był 8 listopada.

Okoliczności porzucenia rzeczy nasuwały na myśl tak dramatyczne scenariusze, że do poszukiwań rzucono wręcz niewiarygodnie duże siły. Od poniedziałku, 10 listopada, w poszukiwaniach na terenie Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego brali udział żywieccy i bielscy policjanci, strażacy z Żywca i Jastrzębia-Zdroju oraz strażacy-ochotnicy z Lipowej i okolic, ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR, leśnicy oraz zwykli mieszkańcy, przejęci losem mężczyzny. Lasy i góry na powierzchni pół tysiąca hektarów przeszukiwało ponad dwieście osób. Wykorzystano śmigłowiec z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, nowoczesny sprzęt elektroniczny, quady, motocykle, samochody terenowe. Do pracy zaprzęgnięto też sześć psów tropiących. Po trzech dniach tak intensywnych działań uznano, że zrobiono wszystko, co tylko możliwe i zrezygnowano z przeczesywania terenu. Liczono już tylko na łut szczęścia. Co nastąpiło, ale dopiero… 19 listopada!

– W czasie wolnym od pracy po górach wędrował policjant z bielskiego Komisariatu I. Przy ulicy Tartacznej, w rejonie zapory w Wapienicy, zauważył błąkającego się i zziębniętego mężczyznę. Rozpoznał go i powiadomił kolegów z Komisariatu II. Rodzice potwierdzili jego tożsamość – informuje Elwira Jurasz, oficer prasowy bielskiej policji. Wędrowiec rzucał się w oczy. Nie tylko dlatego, że jest wysoki i dobrze zbudowany. Na sobie miał stare ubrania, zupełnie niepasujące osobie w jego wieku.

24-latek nie potrafił dokładnie wytłumaczyć, jakie były powody jego decyzji. Mówił, że nie wiedział o poszukiwaniach. Porzucenie roweru i plecaka wyjaśnił w ten sposób, że ktoś dobry trafi na te rzeczy i mu się przydadzą. Sam ruszył w wędrówkę po górach, jednak bez pieniędzy, porządnych ubrań i jedzenia. Sypiał gdzie popadło, m.in. pod gołym niebem i w szałasach. Jadł to, co dali mu napotkani w górach ludzie. Od okolicznych mieszkańców brał też stare ubrania, dzięki którym mógł jakoś przeżyć zimne noce.

Po mężczyznę do Bielska-Białej przyjechał jego ojciec. Nic nie wskazuje na to, by 24-latek musiał pokryć koszty horrendalnie drogiej akcji poszukiwawczej. – Dla nas najważniejsze było uratowanie mu życia – mówi rzecznik bielskiej policji.

źr beskidzka24.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia24. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s